Strona główna / Polecane / Polecajka: Hipoalergiczny Bell – najlepsze kosmetyki po długiej przerwie.

Polecajka: Hipoalergiczny Bell – najlepsze kosmetyki po długiej przerwie.

Niektóre z nas miały epizody z makijażem już od wczesnych lat nastoletnich. Pierwszy raz pomalowane rzęsy, na ustach błyszczyk. Potem kolejne „testy” z cieniami do powiek do czerwonej szminki. Później makijaż stał się nawykiem.

No właśnie, makijaż wchodzi w nawyk, ale niektóre z nas dochodzą do momentu, że już się nie chce albo nie ma sensu albo zwyczajnie zaprzestajemy tego procederu 😉

Dziś wpis trochę prywatno – blogowy:

Ja swoją przygodę zaczęłam delikatnie w wieku 14 lat, a po zaczęciu nauki w liceum stał się codziennością na dobrych kilka lat. Szkoła, praca, ciąża i bycie młodą mamą – przez cały ten czas makijaż mi towarzyszył każdego dnia. Mogłam wyjść nieumalowana, choć czułam się trochę „goła”. Po osiągnięciu pełnej stabilizacji życiowej zaczęłam sobie odpuszczać i tak już chodzę naga od 3 lat. Jednak są okazje, na które chciałabym się pomalować i tu po tak długiej przerwie pojawił się problem. Większość kosmetyków powoduje u mnie swędzenie, łzawienie i ogólny dyskomfort.

Myślę, że mój problem nie jest jakimś odchyleniem od normy, w końcu przede wszystkim oczy są delikatne i łatwo możemy je odzwyczaić od obciążenia. Trochę tak, jak uszy po przerwie w noszeniu kolczyków: poswędzi, poswędzi i przestanie. Jednak w moim przypadku z makijażem to nie zadziałało.

Aktualnie wybór kosmetyków na rynku mamy ogromny, dlatego poszukiwałam czegoś co się sprawdzi po długiej przerwie w makijażu. Wiele pozycji z różnych firm musiałam pooddawać po koleżankach. W końcu trafiłam na serię Bell HYPOAllergenic.

Moja recenzja:

Przetestowałam tusz do rzęs, kredkę do oczu i do brwi. Nic nie swędzi! Nie uczula. W dodatku te kosmetyki mają super efekt końcowy. Miałam spore wątpliwości, bo to nie były pierwsze produkty rzekomo hipoalergiczne. poprzednie się nie sprawdziły. Pierwsza moja myśl: ” jak zadziała to pewnie będzie wyglądało słabo”.

Nic z tych rzeczy. Kredka do oczu jest taka jakie lubiłam, czyli mocno napigmentowana i trwała. Tusz do rzęs daje super efekt wydłużenia i naturalnego pogrubienia, co w przypadku moich długich rzęs jest ciężkie do osiągnięcia. Kredka do brwi bardzo fajne układa i nie daje efektu „ciężkich dżdżownic”.

To strzał w 10! Z czystym sumieniem mogę polecić!

Jesteście ciekawe co myślą inne kobiety o makijażu? Zapytałam kilku koleżanek jakie one mają podejście do tego tematu:

Marta, 35 lat: Z reguły używam tylko tuszu do rzęs. Mam jasną karnację i jestem blondynką, dlatego uważam, że mocny makijaż nie pasuje do mojej urody. Jasne rzęsy są moim utrapieniem, dlatego codziennie maluję je tuszem. Trochę więcej makijażu zdarza mi się nałożyć do pracy. A na jakieś specjalne okazje maluję się u kosmetyczki.

Dominika, 44 lata: Nie wyobrażam sobie wyjść bez tzw. „tapety” nawet ze śmieciami.

Martyna, 36 lat: odrzuciłam makijaż kilka lat temu i jest mi z tym dobrze. Na ważniejsze okazje nakładam na siebie „niezbędne minimum”.

A jakie wy macie podejście do makijażu?

Sylwia Lubońska // grafika SMPM

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *